24.03.2011r.
Drożej, ale wygodniej

Spółdzielnie coraz częściej decydują się na radiowe odczyty wodomierzy
Z prezesem Bydgoskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, TADEUSZEM STAŃCZAKIEM, rozmawia Michał Sitarek.
Przeczytaj całośćUkryj
Bydgoska Spółdzielnia jest jedną z pierwszych w Bydgoszczy, które zdecydowały się na radiowe odczyty wodomierzy. Skąd ten pomysł?
Mieliśmy kilka powodów. Po pierwsze, stanęliśmy przed koniecznością wymiany wodomierzy, którym kończyła się 5-letnia legalizacja. Po drugie, staraliśmy się ograniczyć zużycie tak zwanej wody różnicowej. Przy okazji chcieliśmy też ułatwić życie naszym lokatorom.
Jakie są zalety tego systemu?
Wodomierze, które zainstalowaliśmy w naszych blokach, są znacznie bardziej czułe. Ilość wody niezbędna do pokonania progu rozruchu wodomierza jest o jedną trzecią mniejsza niż w starym urządzeniu. Nie eliminuje to całkowicie strat wynikających z nieszczelnych kranów czy spłuczek, ale tego typu sytuacje są częściej rejestrowane. Warto podkreślić też to, że praktycznie w ciągu kilku minut dysponujemy danymi z całego budynku. To ułatwia nam przygotowanie rozliczenia. Wcześniej często dochodziło do tego, że odczyty pochodziły z różnych dni.
Dla mieszkańców pewnie najważniejsze jest to, że nie muszą czekać na pracownika, który przeprowadził odczyt?
Wcześniej sami musieli dostarczać karteczki ze zużyciem, później odczyty prowadzili pracownicy spółdzielni. To było kłopotliwe dla części mieszkańców. Dziś nie muszą sobie zawracać tym głowy. Niektórzy cenią też sobie to, że nie naruszamy ich prywatności. Nie każdy czuł się komfortowo wpuszczając do swojej łazienki obcą osobę, która sprawdzała mu licznik.
Od kiedy zaczęło się instalowanie wodomierzy z głowicami radiowymi?
Najstarsze mają trzy lata. Teraz już wszystkie 15 tysięcy lokali jest wyposażone w ten system. Wodomierze co prawda musimy legalizować co 5 lat, jednak funkcjonujące już urządzenia do przesyłania odczytów będzie można wykorzystywać także w nowych licznikach.
Czy zainstalowanie tego systemu było droższe niż stare wodomierze?
Utrzymanie tradycyjnych wodomierzy kosztowało złotówkę miesięcznie. Eksploatacja nowych urządzeń jest o 65 groszy droższa. To porównanie nie oddaje jednak wszystkiego. Odczytami starych wodomierzy zajmowali się pracownicy spółdzielni, którzy często musieli obchodzić jeden blok kilka razy, także po godzinach pracy. To wiązało się z wypłacaniem im wynagrodzenia za nadgodziny.
Czy radiowe odczyty będą dotyczyły także innych mediów?
Pilotażowo w kilku budynkach testujemy je na podzielnikach centralnego ogrzewania. Działają one na tej samej zasadzie. Pracownik firmy, która je obsługuje, musi podejść w kilka miejsc budynków i spływają do niego dane nawet z kilkuset mieszkań. Cała procedura trwa kilka minut. Gaz i energia elektryczna są rozliczane bezpośrednio pomiędzy dostawcą a odbiorcą.
Czy można spodziewać się, że w przyszłości dane z odczytów będą spływały na bieżąco, na przykład do siedziby spółdzielni?
Takiej konieczności nie ma. We Francji, gdzie takie odczyty są standardem, za optymalne rozwiązanie uznaje się jedynie rejestrowanie zużycia wody raz w tygodniu.
Czy zdarza się podważanie odczytów radiowych przez mieszkańców?
Uwagi, które do nas docierają, dotyczą przede wszystkim wspomnianej wody różnicowej. Ten problem powinien jednak rozwiązać ustawodawca. Dostawcy wody jako jedyni są wyłączeni z regulacji, jakim podlegają dystrybutorzy innych mediów. Dlaczego spółki sprzedające energię elektryczną lub gaz mogą rozliczać się indywidualnie z mieszkańcami naszej spółdzielni, a wodociągi wystawiają rachunek za wodomierz główny? Takie rozwiązanie nie jest logiczne. Tym bardziej że odczyt licznika poza mieszkaniem już nie stanowi żadnego problemu.
Przeciętny Kowalski z Bydgoszczy zużywa niewiele ponad 100 litrów wody na dobę - mówi Alicja Gołata z MWiK.
- Bez względu na to, czy mieszkamy w bloku, czy w domku jednorodzinnym, każdą kropelkę liczy wodomierz główny. To dzięki niemu wiemy, ile wody każdy z nas zużywa w ciągu dnia. Wodomierz główny jest niewzruszony na cieknące spłuczki czy stare uszczelki w kranach. Stan liczników odczytywany jest na dwa sposoby. Ten stary, mniej nowoczesny, ale dający możliwość kontaktu z drugim człowiekiem, przeprowadzany jest przez naszego pracownika. Ten nowoczesny ogranicza kontakty międzyludzkie, ale zaoszczędza czas. Taki radiowy transfer danych umożliwia szybkie odczytanie i umieszczenie ich w naszym systemie oraz ogranicza prawdopodobieństwo wystąpienia pomyłek związanych z odczytaniem lub zapisaniem danych. Czas to pieniądz, więc zdalne odczytywanie zmniejsza też koszty. Poza tym pozwala przeprowadzić odczyt, nawet gdy nie ma właściciela posesji lub gdy dostęp do licznika jest dość mocno chroniony, na przykład przez złego psa. Nie wszędzie takie zdalne czytniki istnieją, ale w strategii spółki na najbliższe lata jest zaplanowane wprowadzenie na terenie całego miasta zdalnego odczytu stanu wodomierzy. Odczyt danych może być przeprowadzony z odległości kilkudziesięciu metrów za pomocą profesjonalnego terminalu. Odczytywane są: aktualna objętość zużytej wody wraz z datą i godziną odczytu, alarmy przy próbie nielegalnego demontażu licznika i 13-miesięczna historia przepływu.
Źródło: Express Bydgoski
23.03.2011r.
Obradowała Wojewódzka Komisja Dialogu Społecznego

Planowane zmiany w ustawie Prawo spółdzielcze oraz proces sprzedaży przez Ministerstwo Skarbu Państwa większościowego pakietu akcji ENEA S.A. to tematy wczorajszego posiedzenia Wojewódzkiej Komisji Dialogu Społecznego. Obradom przewodniczyła Wojewoda Ewa Mes.
Przeczytaj całośćUkryj
Na spotkanie zaproszono także parlamentarzystów z województwa kujawsko-pomorskiego, prezesów spółdzielni mieszkaniowych, prezesów związków rewizyjnych spółdzielni mieszkaniowych, przedstawiciela Zarządu ENEA S.A. oraz przedstawicieli struktur NSZZ “Solidarność” działających w ENEA S.A.
Przedstawiciele spółdzielni mieszkaniowych poinformowali, że w projektach zmiany ustawy Prawo spółdzielcze znajdują się zapisy motywujące materialnie członków spółdzielni do zakładania wspólnot mieszkaniowych. W ich opinii przepisy te zapewniają tylko pozorne korzyści dla powołujących wspólnoty mieszkaniowe, gdyż dzielenie majątku spółdzielni zmniejszy przychody finansowe. Zwrócili również uwagę na działalność społeczno-kutluralną prowadzoną przez spółdzielnie za pośrednictwem domów kultury, która nie jest prowadzona w ramach wspólnot mieszkaniowych. Zaapelowali do parlamentarzystów, aby prace nad tworzeniem nowego prawa spółdzielczego powierzyć specjalistom w tej dziedzinie.
Poseł Łukasz Zbonikowski poinformował, że w Sejmie trwają prace nad zaproponowanymi przez poszczególne partie polityczne projektami ustaw dotyczącymi prawa spółdzielczego. Zaproponował, aby przedstawiciele spółdzielni mieszkaniowych zgłaszali parlamentarzystom uwagi do projektów ustaw.
Poseł Anna Bańkowska zwróciła uwagę, że konstrukcja wspólnot mieszkaniowych nie jest doskonała i powinna zostać poprawiona. Poparła propozycję dotyczącą zgłaszania parlamentarzystom uwag do projektów prawa spółdzielczego.
Wojewoda Ewa Mes zaproponowała, że biuro WKDS zbierze propozycje przedstawicieli spółdzielni i przekaże je parlamentarzystom z województwa kujawsko-pomorskiego.(…)
Źródło:
www.bydgoszcz.uw.gov.pl
16.03.2011r.
PRZYPOMINAMY
Kujawska Spółdzielnia Mieszkaniowa przypomina, że cena za wywóz odpadów segregowanych
jest ponad 3 krotnie n i ż s z a od odpadów niesegregowanych.
Abyśmy wszyscy nie byli narażeni na nadmierne podnoszenie cen za wywóz odpadów
niesegregowanych możemy już w domu dokonać wstępnej segregacji
(papier, szkło, plastik).
To się na pewno opłaci. Nie fundujmy sobie sami podwyżek.
14.03.2011r.
KomunikatZarząd Kujawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej informuje, że zostały opublikowane nowe stawki za wymianę i refundację stolarki okiennej. Nowe stawki obowiązują od 1 marca 2011 roku. Stawki dotyczą pełnego asortymentu okien z nawiewnikami i bez nawiewników. Więcej w zakładce -
Stawki i opłaty
9.03.2011r.
Jakie skutki ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych…
Poniżej przedstawiamy kilka refleksji na temat funkcjonowania w praktyce Ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych z 14 czerwca 2007 roku i konsekwencji z niej wynikających dla spółdzielni i jej członków. Na przykładzie swojej spółdzielni – Prezes Katowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej dzieli się swoimi spostrzeżeniami o nieekwiwaletności rozwiązań jakie niesie za sobą ustawa dla spółdzielni mieszkaniowych w Polsce. Czas przerwać ten chocholi taniec ze strony ustawodawcy w stosunku do spółdzielców. Czas przerwać traktowanie spółdzielni jak listonoszy przekazujących na rzecz innych należności których nie płacą lokatorzy. Dlaczego spółdzielnia ma kredytować zaległości części lokatorów zalegających długie miesiące z opłatami w imię uczciwie płacących rachunki za gaz, wodę, ciepło i śmieci. W skali Kujawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej kwota zaległości sięga około 4,5 mln zł. Płacimy rachunki co do dnia nie mając ani grosza zaległości, lecz kto spółdzielnie pyta czy ma na to środki i skąd.
Przeczytaj całośćUkryj
Podobne pytania jak te, które zadaje w swoim wystąpieniu Prezes Katowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej zadają sobie wszystkie spółdzielnie w Polsce. Ustawodawca powinien wręcz ułatwiać spółdzielniom funkcjonowanie. Proszę sobie wyobrazić sytuację, że tak jak w przypadku gospodarstw indywidualnych dostawca za niezapłacone rachunki za wodę, gaz, ciepło czy śmieci zaprzestaje wykonywania swojej usługi odcinając te media. Czy ustawodawca zadaje sobie trud odpowiedzi na pytanie skąd osoby tam zamieszkujące wezmą na to środki zanim zamarzną czy zasypie ich góra śmieci. Spółdzielnie zatem prowadzą na własny koszt swoistą politykę ochrony socjalnej dla najmniej zasobnych swoich członków co powinno być udziałem samorządów i państwa. Działania legislacyjne posłów mogą doprowadzić jedynie do pogorszenia sytuacji najmniej zamożnych spychając ich na zupełny margines. Dzisiaj w spółdzielni są w miarę bezpieczni. Ustawodawca zadał już wiele gwałtu prawnego społeczności spółdzielców. Wiele kuriozalnych np. odbieranie majątku poprzez uwłaszczenie. Czas aby zmianami zajęli się niezależni fachowcy i znawcy spółdzielczości spoza jej kręgów a nie nawiedzeni fanatycy leczący swoje kompleksy w oparciu o indywidualne wojenki ze spółdzielnią.
Jan Gapski
Prezes KSM Inowrocław
KARNA KAUCJA UMOWĄ WYMUSZANA
Po przerwie letniej mam dziś do wspólnego przemyślenia z Czytelnikami niniejszego felietonu dość poważne problemy. Niestety będą to nadal refleksje związane z Ustawą z 14 czerwca 2007 roku, tak zwaną „uwłaszczeniową” (Dz. U. z 2007 r. nr 125, poz. 873 - o nowelizacji ustawy o spółdzielczości mieszkaniowej z 15 grudnia 2000 roku). Jej wdrożenie spowodowało w całym kraju wiele głębokich zmian w strukturze własnościowej mieszkań w każdej ze spółdzielni mieszkaniowych. Przecież np. w naszej – Katowickiej SM, gdzie przed wejściem w życie tej (potem zdyskredytowanej kilkakrotnie przez Trybunał Konstytucyjny) ustawy, udział mieszkań własnościowych wyodrębnionych w ogólnej liczbie zasobów wynosił około 0,2%, a obecnie sięga poziomu 46% (a ok. 50% to dalej lokale własnościowe, lecz notarialnie nie wyodrębnione, a co zależy wyłącznie od woli ich posiadaczy). Zatem niemal połowa zamieszkałych członków Spółdzielni jest – wydaje się – maksymalnie „na swoim”. Czy aby na pewno? Zastanówmy się: przecież ustawodawca – w swym dążeniu do przyspieszonego uwłaszczania się członków – zatrzymał się jednak w pół drogi. Nie zauważył chociażby faktu, że skoro ktoś jest całkowicie „uwłaszczony”, to winien także mieć możliwość sam rozliczać się z całości kosztów wynikających z posiadania i użytkowania mieszkania, a już przynajmniej z tytułu zakupu ciepła, wody, wywożenia śmieci. Niestety, w świetle prawa nadal obowiązkowym pośrednictwem w tych kwestiach są obarczone spółdzielnie mieszkaniowe, które na dodatek to pośrednictwo muszą realizować bez ekwiwalentnego wynagrodzenia ze strony sprzedających usługi, mimo iż windykują należności dla nich za towar, który zużywa samodzielny właściciel. Po co to pośrednictwo? Chyba tylko po to, by za rozliczanych a nie płacących właścicieli – odbiorców mediów – należności dostawcy płaciła Spółdzielnia. Z czego, skąd – to już nikogo nie interesuje, a powinno. Zatem w majestacie prawa spółdzielnie mieszkaniowe nadal muszą – dla monopolistycznych dostawców mediów – ciepła, wody i gazu – prowadzić rozliczenia jak w czasach gdy było to uzasadnione tym, że Państwo pokrywało (dofinansowywało) mieszkańcom poprzez Spółdzielnię część tych kosztów w formie dotacji. Od wielu lat dotacji już nie ma – natomiast obowiązek rozliczania pozostał przy spółdzielniach. Za „friko”! Gdyż za tę „specyficzną” usługę – pośredniczenia między odbiorcą i sprzedawcą usług spółdzielnie mieszkaniowe nie mogą praktycznie pobierać żadnych należności ani od mieszkańców – jako odbiorców kupowanych mediów ani od tych firm. Podlega to skrupulatnym i nieustannym kontrolom. W tej materii gospodarowanie pozostało zatem dalece nie rynkowe. No, ale przecież wykonywana jest konkretna praca. A praca kosztuje. Kto więc za nią i ile spółdzielniom mieszkaniowym płaci? To wcale nie retoryczne pytania. Odpowiedź na nie jest wymierna w złotych, w konkretnych pracowniczych etatach i w źródle finansowania – w comiesięcznych opłatach za mieszkanie ogółu zamieszkałych w spółdzielniach członków. Dlaczego ustawodawca nie poszedł dalej drogą usamodzielniania obywateli i nie stworzył im podstaw prawnych do bezpośredniego indywidualnego rozliczania się (tak jak powszechnie za energię elektryczną i w większości budynków także za gaz) – również za dostarczane do indywidualnych mieszkań i tam zużywane – ciepło i wodę? Brakło wyobraźni, umiejętności legislacyjnych, czy też jest to działanie zamierzone? – bo wiadomo, że koszty mediów rosną i będą rosły – co nie jest przez społeczeństwo mile widziane. Więc niech się więc z tego tłumaczą spółdzielnie! Ktoś musi być winny! A jeśli spółdzielnia mieszkaniowa kupuje i rozlicza – to wiadomo iż „winna” jest ona, a nie ten, kto z tego zakupionego dobra korzysta, ani strona sprzedająca. Dlatego (jest to moja opinia) jak „za socjalizmu”, mają to robić (w bezpłatnym pośrednictwie) spółdzielnie mieszkaniowe? Być może nie stawiałabym tych pytań, gdyby – w nieco innej formie – nie przedstawiali mi ich spółdzielcy, zwłaszcza Ci którzy już dokonali „uwłaszczeń” swoich mieszkań. Do Zarządu Spółdzielni trafiają od nich pytania, a i pretensje, dlaczego mimo wyodrębnienia własności swego mieszkania nadal muszą płatności za te media regulować poprzez spółdzielnię, a nie bezpośrednio z dostawcami – np. Przedsiębiorstwem Energetyki Cieplnej, czy Katowickimi Wodociągami? Niektórzy domniemywają przy tym (zupełnie bezpodstawnie!), że Katowicka Spółdzielnia Mieszkaniowa jest tym zainteresowana, bo niewątpliwie musi pobierać z tego tytułu jakiś „haracz” (ciekawe gdzie on się podziewa?!). Niektórzy w tych dywagacjach ze swoimi nie sprawdzonymi, wydumanymi insynuacjami, potrafią – bazując na swoistej „spiskowej teorii dziejów” – posunąć się nawet dalej (co pozostawiam bez komentarza). Tymczasem to ustawodawca chroni monopolistycznych dostawców mediów przed pracą, jaką to oni powinni sami wykonywać i jednocześnie obciąża nią (bez prawa do ekwiwalentu pieniężnego) spółdzielczość (a także i innych zarządców, ale na ten temat pisze się raczej mniej). Wymyślony jest nawet termin „odbiorcy nie będącego konsumentem”. Spółdzielnia nasza „odbiera” dla wszystkich nie tylko ciepło i wodę, ale także – dla kilkunastu bloków – gaz (zużywany do gotowania potraw), w których po dziś dzień nie ma indywidualnych liczników. Jednak mediów tych Spółdzielnia przecież nie konsumuje, bo „konsumentami” są mieszkańcy. Odpowiedzialność za uiszczanie należności za skonsumowane media zrzuca się w obowiązującej konstrukcji prawnej na „odbiorcę”, a nie na konsumenta. Niech sobie odbiorca „jakoś” radzi z konsumentami – uważa ustawodawca. Nawet, gdy „uwłaszczony” mieszkaniec nie jest już członkiem Spółdzielni, bo z niej wystąpił (ma przecież takie prawo), niechaj Spółdzielnia nadal się za niego rozlicza… Czyż nie jest to postawienie sprawy na głowie? Mamy w naszej Spółdzielni 16 domów (na Giszowcu, Zawodziu i w Szopienicach), w których – gdy je budowano – nie zamontowano indywidualnych (mieszkaniowych) liczników gazowych. Są gazomierze zbiorowe, wspólne dla wielu mieszkań. Taka archaiczna „komuna” dotyczy aż 969 mieszkań. Dziś oczywiście nikogo nie interesują dawne uwarunkowania budowlane, ówczesne braki rynkowe (zwyczajnie – gazomierzy nie było, a ludzie z niecierpliwością czekali na jakiekolwiek mieszkania!). Dziś tego anachronizmu technicznego nie sposób jednak zmienić, choć liczników jest w bród, bowiem – co dziwne – zgody na to nie wyrażają… mieszkańcy, których sytuacja ta dotyczy. Nie pozwalają na przerobienie wewnętrznej instalacji gazowej, co jest niezbędne dla zabudowy liczników mieszkaniowych, a w wyniku tego byłoby możliwe osobiste rozliczanie się z gazownią. Od „zawsze” odczytuje się więc ile razem zużyli gazu, mnoży przez stawkę i dzieli potem na mieszkania. Spółdzielni pozostaje zebrać pieniądze i przekazać gazowni, a także wysłuchać każdorazowych tłumaczeń i pretensji: – dlaczego mam zapłacić właśnie tyle, dlaczego sąsiad ogrzewający „wspólnym gazem” swoje mieszkanie (by zaoszczędzić na c.o.) płaci tyle samo, itp. W całej tej procedurze jest nadto poważny szkopuł – otóż nie wszyscy (z w ten sposób rozliczanych mieszkańców) są uprzejmi terminowo płacić comiesięczne należności za swe mieszkania, w tym i za zużyty przez nich, jako „konsumentów”, gaz. Spółdzielnia z kolei jako formalny „odbiorca” tegoż gazu musi jego dostawcy – Polskiemu Górnictwu Naftowemu i Gazownictwa S.A. uiszczać należności terminowo.
Brak zapłaty poza odsetkami karnymi z tytułu zwłoki w opłacie grozi w tym przypadku odcięciem dopływu gazu dla wszystkich, a przecież część konsumentów (większa lub mniejsza) jednak płaci na bieżąco – nie można więc, choć tak stanowi obecne prawo – stosować tzw. odpowiedzialności zbiorowej, a takową byłaby sytuacja, gdyby mimo dokonanej przez dominującą część mieszkańców zapłaty – gaz do nich nie dotarł. I co oczywiste winną (również w sensie prawnym) byłaby Spółdzielnia. Zatem z gazu korzystają wszyscy – nie płacący również. I znów pytanie – skąd „odbiorca” gazu ma brać pieniądze na opłatę za gaz, skoro „konsumenci” mu za to medium nie płacą należności? Ta kwestia ustawodawcy nie interesuje. Utożsamia tym samym faktycznie i wbrew prawu „odbiorcę” z „konsumentem” (nie muszę podkreślać, że analogicznie dotyczy to również dostaw wody, ciepła, wywozu śmieci, opłat publicznoprawnych, itd.). W omawianej kwestii Spółdzielnia – po to, by mieszkańcy wspomnianych 16 bloków (prawie tysiąc rodzin) mogli korzystać z dostaw gazu – musi jako „odbiorca” podpisywać ze „sprzedawcą”, Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem S.A., tak zwaną „umowę kompleksową dostarczania paliwa”. Umowę jednostronnie narzucaną (za zgodą Urzędu Regulacji Energetyki – mającego przecież nie tylko akceptować ceny paliw, ale także przeciwdziałać poczynaniom monopolistycznym) przez PGNiG. 1 września br. ów „sprzedawca” dla ochrony swoich ekonomicznych interesów wprowadził zasadę konieczności wpłacania kaucji pieniężnej przez „odbiorcę nie będącego konsumentem”, w przypadku, gdy na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy rozliczeniowych poszczególne płatności były spóźnione o łącznie 30 dni. Tymczasem spóźnienia w płatnościach mieszkańców – rzeczywistych „konsumentów sięgają, bywa, kilku miesięcy, a nawet i ponad roku (informują o tym mieszkańców okresowe komunikaty wywieszane przez administracje w klatkach schodowych – oczywiste, że bez nazwisk i numerów lokali, bo tego podawać do publicznej wiadomości nie można). Wysokość owej wprowadzonej kaucji ma być sumą powstałych zaległości oraz dwukrotności średniej należności miesięcznej za gaz. Owa średnia, z pierwszego półrocza 2010 roku, wynosi w KSM nieco ponad 203 tysiące zł. Zatem mnożąc to razy dwa miesiące, plus (ewentualne) zadłużenie – możemy mówić o blokadzie w PGNiG kwoty sięgającej pół miliona złotych, bo taką może stanowić owa kaucja, której konieczność uiszczenia może dotknąć naszą Spółdzielnię. Za mieszkańców (pospołu o prawie do mieszkania – własności wyodrębnionej, spółdzielczym własnościowym lub lokatorskim), którzy mają zbiorowe liczniki gazowe, a z których część zalega z płatnościami miesięcznymi. Uspokajam póki co: – Spółdzielnia aktualnie ma na bieżąco uregulowane wszystkie należności wobec PGNiG. Pokryte one zostały pomimo istniejących poważnych niedopłat ze strony mieszkańców, ale perspektywa konieczności uiszczenia karnej kaucji (bo tak trzeba pojmować owo wprowadzone jednostronnie postanowienie w umowie o dostawę gazu) jest jak najbardziej realna. Skala zadłużeń w opłatach miesięcznych niestety w całej Spółdzielni rośnie. Przykrym faktem jest, że „przodują” w zaległościach niedawno „uwłaszczeni” posiadacze mieszkań. Ich wyjaśnienia bywają skrajne: – jedni spłacają „komuś” pożyczki zaciągnięte na likwidację poważnych, dawnych zaległości czynszowych, których zapłata warunkowała wyodrębnienie mieszkania, a więc nie mają pieniędzy na obecne płatności, inni uważają wielce kuriozalnie, że jako wyodrębnieni właściciele... nie muszą płacić żadnych należności. Są i inne podawane przyczyny (jeśli dłużnicy chcą to czynić) typu niespodziewana choroba, przejściowa utrata pracy – ale wspomniane dominują. Przed wymuszaną umową kaucją nie da się uciec bez likwidacji wewnątrzspółdzielczych zadłużeń. Obok wszystkich stosowanych metod windykacji, o czym już na łamach „Wspólnych Spraw” wielokroć pisano, przychodzi pora na rozwiązanie kwestii zbiorowych liczników gazowych. Wymaga tego interes ogółu spółdzielców, którzy obecnie faktycznie „kredytują” te rozliczenia. Oczywiście odrębną sprawą jest kwestia ceny gazu, nieustannie przecież windowana w górę (a miało być zupełnie odwrotnie – są w posiadaniu Spółdzielni na ten temat nie tylko wycinki z gazet z lat 90-tych). Pomimo wprowadzonej już w tym roku podwyżki (średnio jak podawało samo PGNiG o 4,8%), złożony został do URE kolejny wniosek, tym razem o zgodę na 10% podwyżkę cen gazu. Społeczeństwo z niepokojem oczekuje na decyzję Urzędu Regulacji Energetyki. Taki drożyźniany skok z całą pewnością odbije się na budżetach rodzinnych. W efekcie kolejni „konsumenci” gazu mogą przestać regularnie uiszczać „odbiorcy” stosowne należności. Spirala zadłużeń będzie się nakręcać. „Sprzedawcy” PGNiG to nie niepokoi. On uprzedzająco zabezpieczył się klauzulą o karnej kaucji… Po co ten felieton? Chociażby po to, by współwłaścicielom Katowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej – jej członkom – zwrócić uwagę na paradoksy prawnych reguł funkcjonowania niektórych dziedzin gospodarczych w naszym kraju. One to (chcą tego spółdzielcy czy nie) – przekładają się na wymiar ich miesięcznych opłat i pod kryptonimem sformułowanym w akcie prawnym np. jako zapis „że to winna pokryć spółdzielnia”, że taki czy inny obowiązek dotyczy „odbiorcy” (nie utożsamianego z rzeczywistym „konsumentem”) – wymuszają na części społeczeństwa nigdzie jednoznacznie i prawnie nie zadekretowane dodatkowe obowiązki pomocowe względem innych członków tegoż społeczeństwa, jak np. wobec mieszkańców, którzy swych należności nie chcą, lub nie są w stanie regulować na czas. Instytucjonalnie realizuje je z obowiązku ustawowego spółdzielnia mieszkaniowa, dochodząca następnie – w interesie spółdzielców – tych należności na drodze sądowej (a tam też wymagane uprzednie opłaty), w żmudnej i długotrwałej procedurze, która dostawców poszczególnych mediów nie interesuje, ani też w której w żadnej formie uczestniczą. Taki mamy system prawny. A zabiegi by to zmienić na razie tak naprawdę nikogo nie interesują (może poza spółdzielniami mieszkaniowymi i częścią spółdzielców) – bo od lat dla decydentów są inne ważniejsze i bardziej medialne niż inne sprawy. Czy długo jeszcze?
Z poważaniem
KRYSTYNA PIASECKA
Prezes Katowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej
źródło: www.spółdzielniemieszkaniowe.pl
28.02.2011r.
ELEKTRONICZNA KORESPONDENCJA
Kujawska Spółdzielnia Mieszkaniowa w Inowrocławiu uprzejmie informuje, że zamierza wprowadzić elektroniczną możliwość otrzymywania korespondencji przez Państwa. Pozwoliłoby to na szybkie przekazywanie informacji a więc bardzo dużą oszczędność czasu i kosztów. Po wprowadzeniu Elektronicznego Biura Obsługi Mieszkańców (EBOM) czyli stałego dostępu internetowego do kartotek czynszowych byłby to kolejny nowoczesny element, który ułatwił by komunikowanie się ze Spółdzielnią. Dostarczanie bieżących komunikatów, zawiadomień lub innej korespondencji stałoby się prostsze bez potrzeby zużywania dużych ilości papieru, angażowania poczty itp.
Jeżeli jest Pani/Pan zainteresowana naszą propozycją prosimy o wypełnienie formularza który otrzymaliście Państwo i dostarczenia go do swojej administracji osiedlowej lub bezpośrednio do Biura Podawczego w siedzibie spółdzielni. Formularz można pobrać i wydrukować ze strony internetowej
Druki do pobrania.
23.02.2011r.
Zarząd Kujawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej w Inowrocławiu przypomina wszystkim lokatorom, że zgodnie z
„Regulaminem porządku domowego i zasad współżycia użytkowników lokali w KSM Inowrocław”
§ 35 punkt „e” zabrania się palenia tytoniu i używania nie zabezpieczonego ognia w klatkach schodowych, korytarzach, piwnicach i na strychach Przeczytaj całośćUkryj
W stosunku do osób nieprzestrzegających Regulaminu kierowane będą wnioski do Rady Nadzorczej o wykreślenie z rejestru członków co w pierwszej kolejności skutkuje niemożnością korzystania z dopłat do czynszu z pożytków spółdzielni a zatem znacznym wzrostem czynszu a w dalszej kolejności może spowodować skierowanie do sądu pozwu o opuszczenie lokalu.
W stosunku do użytkowników lokali stanowiących odrębną własność – Zarząd Spółdzielni, na wniosek większości właścicieli lokali w budynku lub budynkach położonych w obrębie danej nieruchomości, występuje do Sądu z żądaniem sprzedaży lokalu w drodze licytacji na podstawie przepisów kodeksu postępowania cywilnego o egzekucji z nieruchomości. Właścicielowi, którego lokal został sprzedany, nie przysługuje prawo do lokalu zamiennego.
21.02.2011r.
Szanowni Państwo
W związku z wieloma zapytaniami naszych lokatorów dotyczącymi dopuszczalności palenia tytoniu na klatkach schodowych i zapytaniami o określenie statusu klatki schodowej jako miejsca publicznego Zarząd Kujawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej w Inowrocławiu zwrócił się do Ministerstwa Zdrowia o wyjaśnienie kwestii dopuszczalności palenia tytoniu na klatkach schodowych w obliczu zmiany Ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych (Dz. U. z 1996 roku, Nr 10 poz. 55 z późn. zm.) Poniżej przedstawiamy odpowiedź Ministerstwa Zdrowia - Departamentu Zdrowia Publicznego z dnia 14.02.2011 -
Przeczytaj
8.02.2011r.
Komunikat
dla lokatorów spłacających kredyt wspomagany dopłatą ze środków budżetu państwa.
Zmiana wysokości miesięcznego normatywu.
Zarząd Kujawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej w Inowrocławiu informuje, że od 1 stycznia 2011 roku zgodnie z Obwieszczeniem Ministra Infrastruktury z dnia 17.11.2010 roku ( M.P. Nr 89, poz. 1035) wysokość miesięcznych normatywnych spłat rat kredytu zmieniła się z 3,00 zł/m kw na 3,075 zł/m kw
7.02.2011r.
Hipoteka tańsza o kilkaset złotych
Dodatkowe uprawnienia dla właściciela nieruchomości i likwidacja podziału hipotek na zwykłą i kaucyjną to najważniejsze ze zmian w prawie hipotecznym. Nowelizacja ustawy o księgach wieczystych i hipotece to pierwsza zmiana prawa w tej dziedzinie od wielu lat, skorzystają na niej zarówno przedsiębiorcy, jak i klienci indywidualni, a częściowo nawet banki.
Przeczytaj całośćUkryj
Dziś, mając kilka kredytów hipotecznych powiązanych z jedną nieruchomością, trzeba mieć ustanowionych dokładnie tyle samo hipotek. To dodatkowe koszty i procedury. Nowe rozwiązanie ma pozwolić na zabezpieczenie jedną hipoteką kilku wierzytelności (przy czym w przypadku przedsiębiorstw nie muszą to być przecież bankowe kredyty, a mogą np. dostawy towarów), nawet jeśli dotyczą one różnych podmiotów. Jedynym warunkiem jest, aby wszystkie wierzytelności dotyczyły jednego przedsięwzięcia. Wówczas należy powołać administratora hipoteki (to nowa instytucja), który będzie działał we własnym imieniu na rzecz wierzytelności zabezpieczonych daną hipoteką. Właścicielom nieruchomości spodoba się też możliwość wnioskowania o zmniejszenie hipoteki w sytuacji gdy zabezpieczenie będzie nadmierne. To pozwoli np. na zaciągnięcie nowego kredytu.
Zmiana ustawy umożliwi efektywniejsze zarządzanie hipotekami. Obecnie, po wygaśnięciu jednej z hipotek, na jej miejsce niejako automatycznie „przesuwają się” następne. Od 20 lutego br. właściciel będzie mógł samodzielnie zarządzać wolnymi miejscami, nadając priorytety poszczególnym wierzycielom. Pozwala to na negocjowanie obniżenia zadłużenia (lub parametrów jego spłaty) w zamian za preferencję w ustalaniu kolejności hipotek. W miejsce wygasłej hipoteki nie trzeba jednak wprowadzać którejś z aktualnych – można ustanowić nową. Na zwolnionym miejscu nie będzie jednak można ustanawiać hipoteki przymusowej – przedsiębiorcy dostają do rąk narzędzie do unikania egzekucji ze strony urzędu skarbowego czy ZUS-u. Ta zmiana jest bardzo korzystna dla klientów, ale bankom nie przypadła do gustu. W przypadku nieruchomości obciążonej wieloma hipotekami szanse na zaspokojenie ewentualnych roszczeń wierzycieli z dalszych miejsc są mniejsze, banki niechętnie będą się więc godzić na udzielanie kredytu zabezpieczonego wpisem w hipotece na miejscu innym niż pierwsze.(…)
Podsumowując: nowe przepisy, mimo że istotnie zmieniają prawo, nie wpłyną znacząco na rynek kredytów hipotecznych. Ułatwią nieco życie klientom indywidualnym, przedsiębiorcom i samym bankom, ale głównie stanowią dostosowania prawa do panujących warunków rynkowych. Oczywiście prawo nie działa wstecz, zatem zwykłe hipoteki nadal działać będą na dotychczasowych zasadach, a kaucyjne – na nowych. Jeśli jednak właściciel nieruchomości i wierzyciel wyrażą taką wolę – będzie można zmienić hipotekę zwykłą na nową. Na pewno warto to zrobić, jeśli właściciel chce skorzystać z prawa do dysponowania wolnymi miejscami w hipotece. Marcin Krasoń Open Finance
31.01.2011r.
Kruszwica ma bardzo dobrą wodę

W dniu 28 stycznia br. nastąpiło uroczyste otwarcie stacji uzdatniania wody w Kruszwicy. Inwestorem przedsięwzięcia było Przedsiębiorstwo Komunalne. Najnowszej generacji urządzenia zamontowane w stacji przy Zamkowej 13 zapewnią nie tylko bardzo czystą wodę ale co jest również ważne nie zabraknie jej w okresie letnim czego doświadczali w ostatnich latach mieszkańcy miasta.
Przeczytaj całośćUkryj
18.01.2011r.
Jaki los gotują politycy spółdzielniom mieszkaniowym w Polsce
Krystyna Krzekotowska –
doktor nauk prawnych, Dyrektor Międzynarodowego Instytutu Prawa i Mieszkalnictwa, Vice prezes Polsko-Niemieckiego Stowarzyszenia Prawników, wieloletni dyplomata w Niemczech, ekspert prawa spółdzielczego. Jako wykładowca na Uczelni Łazarskiego w Warszawie i ekspert europejski w tej dziedzinie, jestem zaniepokojona losem spółdzielców i spółdzielni mieszkaniowych, jaki mogą im zgotować toczące się aktualnie prace legislacyjne w parlamencie.
Przeczytaj całośćUkryj
Dlatego zgłaszam kilka uwag do projektów ustaw dotyczących spółdzielni, aby ta ważna sfera społeczna nie była domeną polityków, podejmujących woluntarystyczne decyzje bez konsultacji społecznych, w sprawach dotyczących dużej grupy obywateli w Polsce.
Na wstępie trzeba przypomnieć, że polskie spółdzielnie mieszkaniowe są efektywnymi, odnoszącymi sukcesy przedsiębiorstwami. One zapewniają zarządzanie znaczną częścią zasobów mieszkaniowych i troszczą się o rewitalizację osiedli mieszkaniowych. Stanowią więc istotny element polityki mieszkaniowej. Osiągnięcia polskich spółdzielni nie są niestety uznawane przez niektórych polityków. Nie są one także akceptowane jako podmioty gospodarcze. Także ich wpływ na ustawodawstwo jest ograniczony. Ciągle zmieniane są przepisy prawa spółdzielczego i to bez konsultacji społecznej. Niektóre partie polityczne prowadzą nawet kampanię przeciwko spółdzielczości, bezpodstawnie uznając spółdzielnie za relikt socjalizmu.
Z tego względu nie jest dostrzegana ich siła ekonomiczna, która może i powinna być wykorzystana dla rozwoju polskich miast i zaspakajania potrzeb mieszkaniowych rodzin. Spółdzielnie i ich członkowie mogą i powinny znaleźć się w orbicie zainteresowań instytucji państwowych i samorządowych. Stanowią bowiem niedostatecznie wykorzystany potencjał. Spółdzielczość może i powinna być gospodarczym partnerem dla administracji rządowej i samorządowej.
Dowodem tego jest całkowite zaniechanie społecznych konsultacji ze środowiskiem spółdzielczości zarówno projektu ustawy o spółdzielniach (druk sejmowy nr 3493), jak i projektu ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych (druk sejmowy nr 3494), które to projekty zostały wniesione przez grupę 30 posłów Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej.
Już z tego powodu projekty te nie zasługują na akceptację. Brak konsultacji zarówno ze stroną społeczną, jak i z zawodowcami w tej dziedzinie odbił się negatywnie na proponowanych rozwiązaniach. Obydwa w/w projekty zawierają błędne i niespójne rozwiązania, a nawet budzą wątpliwości, co do ich zgodności z Konstytucją RP.
I tak zasadnicze wątpliwości budzi art. 123 projektu ustawy o spółdzielniach, ustanawiający nadzór właściwych ministrów nad działalnością spółdzielni, do czego nie posunięto się nawet pod rządem dawnego systemu nakazowo-rozdzielczego.
Następnie wbrew postulatom spółdzielców i organizacji pozarządowych, projekt nie tylko nie przywraca zebrań przedstawicieli członków spółdzielni zlikwidowanych w 2007 r. ale proponuje rozszerzenie tego rozwiązania (dotyczącego obecnie tylko spółdzielni mieszkaniowych) na wszystkie typy spółdzielni. Zasadnicze zastrzeżenia budzi też propozycja uzyskiwania członkostwa w spółdzielni mieszkaniowej z mocy samego prawa, co jest sprzeczne z fundamentalną zasadą spółdzielczą dobrowolnej przynależności do spółdzielni.
Projekt ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych nie tylko nie realizuje powszechnie wysuwanego postulatu przywrócenia możliwości ustanawiania własnościowego spółdzielczego prawa do lokalu (pozostawienia spółdzielcom swobody wyboru formy zaspakajania potrzeb mieszkaniowych), ale jeszcze zakłada przekształcenie z mocy samej ustawy wszystkich istniejących tego typu praw w odrębną własność lokalu. Takie rozwiązanie narusza zasadę ochrony praw nabytych.
Warto w tym miejscu przypomnieć, dlaczego własnościowe spółdzielcze prawo do lokalu jest korzystniejsze od tzw. pełnej własności. Oprócz ochrony takiej, jaka przysługuje właścicielowi, członek spółdzielni ma bowiem zapewnioną ochronę wynikającą z ustawy o ochronie praw lokatorskich (w tym prawo do uzyskania lokalu socjalnego od gminy w wypadkach losowych). Dla zwykłego śmiertelnika własnościowe spółdzielcze prawo do lokalu jest bardziej bezpieczne. Ma on bowiem prawo zbywalne i dziedziczne, a jednocześnie zachowuje status lokatora. Dlatego nigdy nie będzie bez dachu nad głową. Jemu w razie wypadków losowych będzie przysługiwał lokal socjalny od gminy. Właściciel już tego nie ma. Właściciel lokalu może bardzo szybko zostać zlicytowany nawet za drobne braki w opłatach. Współwłaściciele małych wspólnot nie są w stanie go utrzymać. Są zainteresowani natychmiastowym odzyskaniem pieniędzy. W spółdzielni jest inaczej. Tam jest większa tolerancja dla wypadków losowych, co jest istotne zwłaszcza w warunkach kryzysowych.
Warto też podkreślić niektóre pozytywne strony projektu. Zapewnia on właściwą ochronę członkom rodziny. Prawo lokatorskie do lokalu mieszkalnego ma być bowiem wolne od ograniczeń wynikających z anachronicznej zasady jednopodmiotowości. W świetle projektu prawo to będzie mogło – tak jak inne prawa majątkowe – przysługiwać więcej niż jednej osobie, co zapewnia lepszą ochronę członkom grupy rodzinnej. Aby to zmienić wystarczy jednak szybka nowelizacja obecnej ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych.
Wobec wspomnianego braku społecznych konsultacji, szczególnie ważne jest poinformowanie opinii publicznej, co może przyczynić się do społecznej dyskusji, a tym samym i akceptacji przyszłych ustaw.
17.01.2011r.
Warto wiedzieć...
Więcej przydatnych informacji w
Vademecum lokatora
14.01.2011r.
Nowe przepisy o ruchu drogowym
Od czasu do czasu mieszkańcy pytają nas o to – kiedy w końcu Policja czy Straż Miejska zrobi porządek z parkowaniem w niedozwolonych miejscach na osiedlach. Rozjeżdżane chodniki, niszczone trawniki to w wielu miejscach codzienność. Co z tego, że Spółdzielnia buduje bardzo dużo chodników i dba o tereny zielone, jak za chwilę nieodpowiedzialni kierowcy to niszczą. Pomimo zgłoszeń interwencje są bardzo rzadkie a najczęściej słyszymy, że nie mogą przyjechać bo nie ma znaków i nic kierowcy nie mogą zrobić. Jak to wygląda w całym kraju?
Niech poniższy artykuł przytoczony z Dziennika Gazety Prawnej choć w części wyjaśni ten problem.
Przeczytaj całośćUkryj
Bezkarni osiedlowi kierowcy
Policja i straż miejska niechętnie interweniują na uliczkach osiedlowych – alarmują nasi czytelnicy. Mieszkańcy osiedli skarżą się, że pomimo zmiany przepisów ruchu drogowego, które umożliwiły karanie kierowców za wykroczenia na drogach wewnętrznych, prawo pozostaje na papierze. Od 4 września 2010 roku obowiązuje nowelizacja ustawy – Prawo o ruchu drogowym, która umożliwia egzekwowanie przepisów nie tylko na drogach publicznych, ale i na drogach wewnętrznych. Zgodnie z tymi regulacjami możliwe jest karanie kierowców w strefach ruchu na drogach wewnętrznych. Brakuje jednak przepisów wprowadzających oznakowanie takiej strefy. Jednak nowela wprowadziła pewną furtkę, która pozwala na karanie kierowców za nieprzestrzeganie znaków drogowych na wszystkich drogach – także wewnętrznych.
Za znaki można karać
– Policja powiedziała mi, że do czasu zmiany rozporządzeń określających znak strefy ruchu nic nie mogą zrobić – żali się czytelnik „DGP”. Stołeczna policja, na którą skarżył się jeden z czytelników, na pytanie, ile do tej pory podjęła interwencji na drogach wewnętrznych, stwierdza, że takich danych nie ma.
– Nasze statystyki nie zawierają rozróżnienia uwzględniającego miejsce wystawienia mandatu, w podziale na np. uliczki osiedlowe – odpowiada mł. asp. Mariusz Mrozek z zespołu prasowego KSP.
Inny czytelnik, Krzysztof, dzwonił z kolei do straży miejskiej w Warszawie, by ta interweniowała na jego osiedlu.
– Cztery razy prosiłem, by straż podjęła interwencję na osiedlu, gdzie mieszkam. Jedno ze zgłoszeń dotyczyło wjazdu na chodnik, a inne parkowania na równoległej do drogi kopercie przeznaczonej dla jednego samochodu, dwóch samochodów prostopadle do jezdni – mówi Krzysztof. Dodaje, że na jego osiedlu nagminnie dochodzi także do zastawiania drogi przeciwpożarowej.
– Ani razu nie widziałem, by po zgłoszeniu przyjechała straż miejska – podkreśla. Zupełnie co innego twierdzi Monika Niżniak, rzeczniczka stołecznej straży miejskiej. Poproszona o zweryfikowanie zgłoszeń na konkretnym osiedlu wykazała, że w większości przypadków spotkało się to z reakcją straży miejskiej.
– Nie zawsze po przyjeździe patrolu okazywało się, że rzeczywiście istniała podstawa do interwencji – zaznacza Monika Niżniak.(…)
– W jednym przypadku straż wystawiła pouczenie. W kilku innych przypadkach, np. niestosowania się do znaku po zrobieniu zdjęć wykroczenia popełnionego na danym osiedlu, kierowcy zostali wezwani do stawienia się w straży – mówi Monika Niżniak.(…)
Złe oznakowanie dróg
W Poznaniu straż miejska odholowuje pojazdy, które bez odpowiednich uprawnień parkują pod centrami handlowymi na miejscach dla niepełnosprawnych. Takie zapewnienie składa Przemysław Piwecki, rzecznik straży miejskiej w Poznaniu. Wskazuje on, że w wielu przypadkach zarządcy dróg wewnętrznych źle ustawiają znaki na takim terenie, co później utrudnia pracę.
– Większość znaków nie jest zgodna z przepisami dotyczącymi warunków umieszczania ich na drogach. W wielu przypadkach dotyczy to właśnie kopert dla niepełnosprawnych – mówi Przemysław Piwecki.
Brakuje rozporządzeń.
To, że ciągle nie ma rozporządzeń określających znak strefy ruchu oznacza, że straż miejska i policja nie mogą jednak karać za inne wykroczenia na drogach wewnętrznych. Przykładowo może wystawić mandat za parkowanie na zakazie postoju czy zatrzymywania się. Nie można jednak karać kierowcę za jazdę bez włączonych świateł czy rozmowę przez telefon komórkowy w trakcie prowadzenia auta. Po wprowadzeniu przepisów dotyczących znaków strefa ruchu, w miejscach, gdzie strefy powstaną, będą kary za wszystkie przewinienia – od złego parkowania po zbyt szybką jazdę.
W Ministerstwie Infrastruktury dopiero teraz dobiegają końca prace nad dwoma rozporządzeniami. Jeden z projektów rozporządzeń określa wzór znaku drogowego oznaczającego wjazd do strefy ruchu i wyjazd z niej. Projekt drugiego rozporządzenia przewiduje zasady stawiania takich znaków na drogach wewnętrznych. Nie wiadomo, kiedy one wejdą w życie.
– Obecnie kończy się nanoszenie poprawek na projekty zmian dwóch rozporządzeń. Trafią teraz one do konsultacji międzyresortowych – mówi Jakub Dąbrowski z Ministerstwa Infrastruktury.
Nie wiadomo jednak, kiedy dokładnie zakończą się prace nad projektami rozporządzeń w sprawie znaków drogowych.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
3.01.2011r.
Komunikat
Kujawska Spółdzielnia Mieszkaniowa informuje, że od stycznia 2011 roku dyżury członków
Rady Nadzorczej KSM będą odbywały się w każdy wtorek miesiąca
od godz. 14.00 do 16.00
w pokoju Rady Nadzorczej mieszczącym się
w Biurze Obsługi Mieszkańców.
14.12.2010r.
Przypominamy - wpłaty w Banku PKO BP bez prowizji
Zarząd Kujawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej informuje, że podpisał nową umowę na bezprowizyjne przyjmowanie wpłat na rzecz KSM z PKO Bankiem Polskim. Oznacza to, że we wszystkich bankach wymienionych na stronie internetowej można dokonywać wpłat z tytułu opłat czynszowych i rachunków za wodę bez prowizji. Prowizja płacona przez Kujawską Spółdzielnię Mieszkaniową z tytułu wpłat przez lokatorów jest we wszystkich wymienionych tam bankach w tej samej wysokości.